Zdjęcie posłanki Izabeli Bodnar, uśmiechniętej obok zabitych tuńczyków, wywołało falę krytyki. Polityczka odpowiedziała, że osoby jedzące sushi, ryby lub kotlety nie mają moralnego mandatu, aby ją oceniać. W ten sposób wrócił argument dobrze znany każdemu, kto krytykuje łowiectwo: najpierw udowodnij, że jesteś weganinem i żyjesz bez najmniejszej sprzeczności, a dopiero później wolno ci zabrać głos.1

Można skrytykować zdjęcie i odrzucić argument o hipokryzji

Posłanka Bodnar nie ma żadnego związku z obywatelską inicjatywą zmiany Prawa łowieckiego, a zabijanie tuńczyków nie podlega polskim przepisom łowieckim. Etycznie podobieństwo jest jednak oczywiste: martwe zwierzę staje się rekwizytem wakacyjnego sukcesu i trofeum do pokazania w mediach społecznościowych.

Oczywiście, że takie zdjęcie jest niestosowne, a odpowiedź posłanki arogancka i nietrafiona. Nie wynika z tego jednak, że każda osoba jedząca mięso traci prawo do krytykowania zabijania zwierząt dla sportu, rozrywki lub pamiątkowego zdjęcia.

To samo dotyczy bardziej ponadczasowego przykładu. Jeżeli aktorka publicznie angażująca się w ochronę zwierząt odpłatnie reklamuje skórzaną torebkę, można wskazać niespójność jej zachowania. Nie wynika z niej jednak, że finanse PZŁ powinny pozostać niejawne, polowania przy domach są bezpieczne albo sprzedaż możliwości zabicia zwierzęcia jako usługi turystycznej jest właściwa.

Niedoskonałość osoby nie jest odpowiedzią na jej argument. Przepis nie staje się dobry dlatego, że jego krytyk ma skórzane buty.

Szyneczka nie unieważnia argumentu

„A szyneczka to rośnie na półce w sklepie?” To jedna z najczęstszych myśliwskich zaczepek. Odpowiedź jest prosta: oczywiście, że nie rośnie. Za mięsem stoi zabite zwierzę. To dobry powód, aby zastanowić się nad własną dietą, ograniczać mięso i pytać o warunki hodowli.

Nie jest to jednak odpowiedź na żadne z pytań dotyczących Prawa łowieckiego.

Dlaczego PZŁ nie publikuje swoich finansów?

Zawartość talerza krytyka nie mówi nic o obowiązkach jawności organizacji wykonującej zadania publiczne.

Dlaczego obywatel nie może łatwo sprawdzić miejsca polowania?

To problem bezpieczeństwa i informacji publicznej, a nie egzamin z diety spacerowicza.

Dlaczego strzela się przy cudzym domu bez uzgodnienia?

Prawo właściciela do decydowania nie zależy od tego, co właściciel jadł na obiad.

Dlaczego zabijanie sprzedaje się jako atrakcję?

Można jeść mięso i sprzeciwiać się komercyjnej rozrywce opartej na śmierci dzikiego zwierzęcia.

Argument o szyneczce nie broni łowiectwa. Zmienia temat. Zamiast odpowiedzieć na konkretny zarzut, rozmówca zaczyna egzaminować krytyka z całego jego życia.

Niekonsekwencja nie zawsze jest hipokryzją

Hipokryzja polega na udawaniu zasad, których samemu się nie przestrzega, zwłaszcza po to, aby oceniać innych. Tymczasem wiele osób mówi uczciwie: jem mięso, nie zastanawiałem się nad byciem weganinem, ale uważam, że konkretne praktyki łowieckie i konkretne przepisy są złe.

Nie ma tu ukrywania własnych wyborów ani udawania moralnej czystości. Jest częściowa, być może niedokończona refleksja. Tak zaczyna się większość zmian w ludzkim życiu.

Kierowca może popierać ograniczenie prędkości. Palacz może popierać zakaz palenia przy dzieciach. Osoba interesująca się modą i kupująca często ubrania może sprzeciwiać się pracy dzieci w fabrykach odzieżowych w Azji.

Uczestnictwo w niedoskonałym systemie nie oznacza obowiązku zaakceptowania każdej jego szkody.

Co naprawdę popiera osoba podpisująca projekt

Obywatelska inicjatywa nie jest deklaracją przejścia na weganizm. Nie wymaga też uznania, że każda śmierć dzikiego zwierzęcia jest w każdych okolicznościach niedopuszczalna. Dotyczy konkretnych zmian prawnych.

Żaden z tych postulatów nie wymaga bycia weganinem
PostulatWymaga weganizmu?Dlaczego można go poprzeć niezależnie od diety
Jawność finansów PZŁ i kółNieTo standard kontroli organizacji wykonujących zadania publiczne.
Publiczna informacja o polowaniachNieChodzi o bezpieczeństwo spacerowiczów, mieszkańców i pracujących w terenie.
Kontrola planów przez organy ochrony przyrodyNieDecyzje o zabijaniu zwierząt powinny podlegać zewnętrznej kontroli merytorycznej.
Większa odległość od zabudowańNieTo kwestia bezpieczeństwa i prawa mieszkańców do decydowania o strzałach przy domu.
Kontrola trzeźwości podczas polowańNieBroń i alkohol są niebezpiecznym połączeniem niezależnie od poglądów żywieniowych.
Zakaz odpłatnych polowań komercyjnychNieMożna odróżniać działania uzasadniane interesem publicznym od sprzedaży zabijania jako rozrywki.

Można nawet jeść czasem dziczyznę, a równocześnie uważać, że człowiek nie powinien kupować wyjazdu, którego atrakcją jest możliwość zabicia zwierzęcia i zabrania trofeum. Można akceptować określone działania związane z zarządzaniem populacjami, a odrzucać ich komercjalizację.
Nawet wielu myśliwych nie jest zwolennikami „polowań dewizowych”!

Nie jest to sprzeczność. To rozróżnienie celu, konieczności i motywacji.

Myśliwi też nie żywią się wyłącznie dziczyzną

Wielu myśliwych kupuje kiełbasę w dyskoncie i nie traktuje tego jako moralny problem. To tylko obserwacja, nie statystyka. Wystarcza jednak do postawienia ważnego pytania: skoro jedzenie mięsa i noszenie skóry nie jest w myśliwskim systemie wartości czymś nagannym, dlaczego ma nagle świadczyć o moralnej kompromitacji osoby, która krytykuje polowania?

Odpowiedź jest niewygodna. „Szyneczka” nie służy wtedy obronie zwierząt hodowlanych. Służy uciszeniu rozmówcy.

Test czystościNajpierw napraw całe swoje życie, a dopiero potem wolno ci domagać się jednej dobrej zmiany.

Tak ustawiony warunek nie prowadzi do większej etycznej konsekwencji. Prowadzi do zachowania obecnego prawa, bo nikt nie przechodzi egzaminu z doskonałości.

Nie każda forma zabijania zwierząt jest tym samym

Nie trzeba bagatelizować cierpienia zwierząt hodowlanych, aby dostrzec różnicę między zakupem żywności a zakupem samej możliwości zabicia zwierzęcia dla przeżycia, trofeum lub fotografii.

Produkcja mięsa ma poważne konsekwencje etyczne, klimatyczne i środowiskowe. Warto ją ograniczać. Jednocześnie nie każda czynność dotycząca zwierząt ma ten sam cel i nie każda wymaga identycznej oceny prawnej.

Projekt ustawy nie zakazuje jedzenia mięsa ani wykorzystywania tusz zwierząt zabitych w ramach prawnie dopuszczonych działań. Ogranicza natomiast rynek, w którym możliwość polowania jest oferowana, reklamowana i sprzedawana klientowi jako atrakcja.

Państwo może uznać, że w konkretnej sytuacji potrzebne jest działanie związane z ochroną upraw, zdrowiem publicznym albo zarządzaniem populacją. Nie wynika z tego, że zadanie publiczne powinno być finansowane przez bogatego klienta szukającego emocji i trofeum.

Test moralnej czystości chroni przede wszystkim status quo

Jeżeli prawo do zmieniania świata przysługiwałoby wyłącznie osobom całkowicie wolnym od sprzeczności, żadna zmiana nigdy by nie nastąpiła.

Warunek brzmiący: najpierw przestań jeść mięso, wymień wszystkie buty, paski i torebki, przeanalizuj skład każdego produktu, a dopiero później możesz zapytać o finanse PZŁ, nie jest zachętą do etycznego życia. Jest metodą odsuwania rozmowy o prawie.

Osoba zbierająca podpisy nie ma obowiązku składać sprawozdania ze swojego talerza. Osoba podpisująca projekt nie musi przyjąć całego programu ruchu praw zwierząt. Wystarczy, że popiera proponowane przepisy i chce, aby Sejm nad nimi pracował.

Nie trzeba być idealnym człowiekiem, aby sprzeciwić się konkretnej niesprawiedliwości. Lepsze prawo powstaje dzięki zwykłym ludziom, nie dzięki świętym.

Możesz podpisać projekt dziś, a nad dietą zastanawiać się dalej

Nie oczekujemy, że ktoś przed podpisaniem projektu natychmiast zmieni cały styl życia. Zachęcamy jednak do refleksji nad tym, jaki wpływ mają codzienne wybory na zwierzęta, klimat i środowisko.

Ograniczanie mięsa nie musi zaczynać się od wielkiej deklaracji ani etykiety. Może zacząć się od jednego dnia, jednego roślinnego posiłku albo poznania nowych przepisów. Bezpłatne Roślinne Wyzwanie pomaga zrobić pierwsze kroki we własnym tempie.

To jednak zaproszenie, a nie bilet wstępu do debaty o łowiectwie.