Polski Związek Łowiecki pokolorował niemal całą Polskę na czerwono. Ma to dowodzić, że zwiększenie odległości strzału od budynków uniemożliwi polowania na większości terytorium kraju. Tyle że czerwony kolor nie oznacza zakazu. Oznacza obszar, na którym myśliwy będzie musiał najpierw porozumieć się z człowiekiem mieszkającym w pobliżu. I właśnie tego PZŁ najwyraźniej obawia się najbardziej.

Czerwona mapa zamiast całej prawdy

Na grafikach przygotowanych przez PZŁ widzimy dom otoczony okręgiem o promieniu 700 metrów. W środku umieszczono napis „154 ha powierzchni wyłączonej”. Na drugiej grafice prawie cała Polska jest czerwona, a wielki podpis ostrzega przed „masowym wyłączaniem terenów z obwodów łowieckich i przerzucaniem kosztów na innych”.

Przekaz jest czytelny. Rolnik ma pomyśleć, że po przyjęciu projektu myśliwi znikną z jego pól, zwierzęta zjedzą uprawy, a za wszystkie szkody zapłaci ktoś inny. Najlepiej sam rolnik.

„Bezpośrednim skutkiem ewentualnego uchwalenia projektowanych przepisów będzie przede wszystkim wyłączenie możliwości wykonywania polowania na większości terytorium Polski”.

Grafika PZŁ przedstawiająca okrąg o promieniu 700 metrów wokół domu i opisująca go jako 154 hektary powierzchni wyłączonej
Grafika PZŁ poprawnie przedstawia powierzchnię koła o promieniu 700 metrów, ale błędnie utożsamia ją z powierzchnią wyłączoną z polowania. Projekt przewiduje możliwość strzelania bliżej po uzyskaniu zgody osoby władającej nieruchomością.

Problem w tym, że grafiki pokazują odległość od zabudowań, ale pomijają najważniejszą część projektowanego przepisu. Teren położony bliżej niż 700 metrów od zwykłego budynku nie staje się automatycznie terenem wyłączonym z polowania.

Projekt pozwala odstąpić od zasady 700 metrów po uzyskaniu zgody właściciela, użytkownika wieczystego lub posiadacza nieruchomości, na której znajduje się budynek. Zgoda ma mieć formę pisemną lub dokumentową. Nawet wtedy pozostaje obecne minimum 150 metrów. Wyjątek nie dotyczy budynków użyteczności publicznej.1

Chcesz strzelać bliżej czyjegoś domu? Najpierw zapytaj człowieka, który tam mieszka.

154 hektary? Matematyka się zgadza, podpis już nie

Koło o promieniu 700 metrów ma powierzchnię około 154 hektarów. To zwykłe działanie geometryczne. Z samego obliczenia nie wynika jednak, że te 154 hektary zostaną wyłączone z obwodu łowieckiego.

Projektowany przepis nie zmienia granic obwodu. Nie usuwa z niego pola, łąki ani lasu. Nie zmienia także każdego gospodarstwa w nietykalną strefę, do której myśliwy nigdy nie będzie mógł wejść. Dotyczy znacznie bardziej konkretnej czynności: oddawania strzałów bez zgody w pobliżu budynków.

Trzy różne rzeczyOdległość od budynku nie jest wyłączeniem gruntu z obwodu. Zakaz bez zgody nie jest zakazem bezwzględnym.

Na podstawie samej czerwonej mapy nie da się także zweryfikować bazy budynków, daty danych ani sposobu potraktowania nakładających się stref. Przede wszystkim mapa nie może pokazać przyszłych zgód właścicieli i posiadaczy nieruchomości. Czerwony kolor przedstawia więc wariant, w którym wszyscy mieszkańcy wsi i właściciele gospodarstw odmawiają myśliwym współpracy.

Mapa PZŁ pokazująca na czerwono obszary Polski położone bliżej niż 700 metrów od zabudowań
Czerwony kolor oznacza tereny położone bliżej niż 700 metrów od zabudowań, a nie tereny automatycznie wyłączone z polowań. Mapa pomija możliwość uzyskania zgody mieszkańców i właścicieli nieruchomości.

Dlaczego PZŁ zakłada właśnie taki scenariusz?

Co naprawdę zmienia projekt

Obowiązujące prawo pozwala strzelać do zwierząt w odległości 150 metrów od zabudowań mieszkalnych. Projekt ustanawia zasadę, zgodnie z którą bez zgody osoby władającej nieruchomością trzeba będzie zachować 700 metrów od budynku. Po uzyskaniu zgody nadal będzie można strzelać bliżej, ale nie bliżej niż 150 metrów.2

Porównanie: bez zgody 700 metrów, po zgodzie właściciela co najmniej 150 metrów
Sam przepis o odległości nie wyłącza gruntu z obwodu łowieckiego. Wprowadza różne warunki oddawania strzału zależnie od zgody osoby władającej nieruchomością.
Projekt ustawyDwie sytuacje
Bez zgody osoby władającej nieruchomościąco najmniej 700 m
Po uzyskaniu zgody pisemnej lub dokumentowejco najmniej 150 m
Budynki użyteczności publicznejbez odstępstwa

Granice obwodu łowieckiego pozostają bez zmian.

Nie jest to więc zakaz polowania na większości Polski. Jest to zasada mówiąca, że o strzelaniu w pobliżu domu nie powinno decydować wyłącznie koło łowieckie.

Jeżeli to naprawdę symbioza, skąd ten strach?

PZŁ przekonuje równocześnie, że rolnicy nie chcą wyłączać swoich pól z polowań, bo korzystają z pomocy myśliwych i odszkodowań. Swoją opowieść podsumowuje zdaniem: „Rolnik i myśliwy żyją w symbiozie”.3

Jeżeli rzeczywiście tak jest, nowy przepis nie powinien powodować katastrofy. Rolnik żyjący z miejscowym kołem w doskonałej symbiozie będzie przecież mógł wyrazić zgodę na polowanie bliżej zabudowań.

Może uznać, że w określonej części gospodarstwa jest ono potrzebne. Może porozumieć się z kołem w sprawie miejsca i czasu. Może zgodzić się wtedy, gdy zwierzęta rzeczywiście powodują szkody w uprawach. Może też odmówić, gdy w pobliżu przebywają dzieci, pracują ludzie, wypasane są zwierzęta gospodarskie albo po prostu nie chce słyszeć strzałów pod domem.

Tak wygląda współpraca między równorzędnymi stronami.

Nie można jednocześnie twierdzić, że rolnicy cenią obecność myśliwych, i straszyć, że pozostawieni z prawem wyboru masowo odmówią zgody.

PZŁ nie boi się 700 metrów. Boi się pytania o zgodę

Sednem sporu nie jest liczba metrów. Sednem jest to, kto ma decydować.

Polski model łowiecki przez dziesięciolecia opierał się na zasadzie, że cudze pole może zostać włączone do obwodu łowieckiego, a właściciel ma znosić obecność myśliwych. System ten wyrasta z prawa PRL, które oderwało prawo polowania od własności gruntu i podporządkowało je państwowej organizacji łowiectwa.

Ustrój państwa się zmienił, ale podstawowe przyzwyczajenie przetrwało: to myśliwi mają decydować, gdzie polowanie jest potrzebne, a właściciel gruntu ma się do tej decyzji dostosować.

Trybunał Konstytucyjny już w 2014 roku uznał, że objęcie prywatnej nieruchomości reżimem obwodu łowieckiego bez odpowiednich środków ochrony właściciela narusza Konstytucję.4 Rzecznik Praw Obywatelskich nadal wskazuje, że system nie zapewnia właścicielom skutecznego wpływu ani nawet pełnej informacji o polowaniach na ich ziemi.5

Projekt odwraca tę logikę przynajmniej w najbliższym otoczeniu domów. Nie mówi już: „myśliwy może strzelać, bo pole znajduje się w jego obwodzie”. Mówi: „myśliwy może strzelać bliżej domu, jeżeli porozumie się z osobą, która tam mieszka albo włada nieruchomością”.

Odmowa zgody to nie rezygnacja z odszkodowania

PZŁ próbuje łączyć każdą formę sprzeciwu wobec polowania z utratą pomocy i odszkodowań. W tym przypadku miesza jednak dwie różne instytucje prawne.

Właściciel może obecnie złożyć staroście formalne oświadczenie o zakazie wykonywania polowania na swojej nieruchomości. Złożenie takiego oświadczenia wiąże się z utratą prawa do odszkodowania od koła za szkody łowieckie.6

Odmowa zgody na odstępstwo od odległości 700 metrów nie jest takim oświadczeniem. Nie wyłącza całej nieruchomości z polowania. Nie jest składana staroście i nie uruchamia skutków przewidzianych dla zakazu z art. 27b.

Projekt nie przewiduje, aby sama odmowa pozwolenia na strzelanie bliżej domu pozbawiała rolnika prawa do odszkodowania. Nie ma więc podstaw do przedstawiania mu fałszywego wyboru: albo pozwolisz strzelać przy domu, albo zostaniesz sam ze szkodami.

Rolnik nie potrzebuje opiekuna. Potrzebuje prawa wyboru

Narracja PZŁ jest skonstruowana tak, jakby rolnik nie potrafił ocenić własnej sytuacji.

Myśliwy ma wiedzieć lepiej, gdzie należy polować. Myśliwy ma wiedzieć lepiej, jak blisko można strzelać. Myśliwy ma sam ocenić, czy obecność uzbrojonych osób obok gospodarstwa jest bezpieczna. Rolnik ma przyjąć gotową decyzję, bo w przeciwnym razie zostanie oskarżony o powodowanie szkód, blokowanie gospodarki łowieckiej i obciążanie innych kosztami.

To nie jest partnerstwo. Symbioza nie polega na tym, że jedna strona przychodzi z bronią na cudzą ziemię, a druga ma być wdzięczna, że nie musi o niczym decydować.

Projekt nie odbiera rolnikom możliwości współpracy z kołami łowieckimi. Przeciwnie, w otoczeniu domów wymusza, aby była to rzeczywista współpraca, a nie jednostronnie narzucona obecność.

Rolnik będzie mógł powiedzieć „tak”, gdy uzna polowanie za potrzebne. Będzie mógł powiedzieć „nie”, gdy bezpieczeństwo rodziny, pracowników albo zwierząt gospodarskich uzna za ważniejsze.

Nie zakaz. Koniec jednostronnego dyktatu

Czerwona mapa PZŁ nie pokazuje Polski wyłączonej z polowań. Pokazuje Polskę, w której wiele domów stoi na terenach wiejskich i podmiejskich.

To nie jest argument przeciw zmianie prawa. To argument za tym, aby strzelanie w tych miejscach odbywało się za wiedzą i zgodą ludzi, którzy tam żyją.

Jeżeli współpraca rolników i myśliwych jest naprawdę tak dobra, jak zapewnia PZŁ, uzyskanie zgody nie powinno być problemem. Jeżeli natomiast wymóg zapytania gospodarza ma doprowadzić do załamania całego systemu, oznacza to, że system ten od początku opierał się nie na współpracy, lecz na przekonaniu, że rolnika pytać nie trzeba.

Skoro myśliwi i rolnicy mają żyć w „symbiozie”, dlaczego PZŁ tak bardzo obawia się obowiązku uzyskania zgody gospodarza?

700 metrów nie odbiera rolnikom prawa do ochrony upraw. Daje im prawo do decydowania, jak blisko ich domów wolno używać broni.